|
KAWAŁY I DOWCIPY
"Różne Kawały i Dowcipy"
| Część 1 |
[1]
[2] [3]
[4] [5]
[6]
Dział ten zawiera śmieszne i zabawne kawały i dowcipy. Znajdziecie tutaj przeogromny zbiór kawałów i dowcipów o Adamie Małyszu, o Jaskiniowcach, o Rolnikach i Górnikach, o Szefie, o Teściowej, o Żydach i wiele wiele innych. Co będę Wam pisał, najlepiej sami się przekonajcie... Zapewnimy Wam dobrą zabawę!! Zapraszam i życzę przyjemnego czytania.
* * * * * * *
* * * * * *
W aptece stoi nieśmiały chłopak. Gdy wszyscy klienci
wyszli, aptekarz pyta:
- Co, pierwsza randka?
- Gorzej - odpowiada chłopak. - Pierwsza gościna u mojej dziewczyny.
- Rozumiem - mówi aptekarz. - Masz tu prezerwatywę.
Chłopak się rozochocił:
- Panie, daj pan dwie, jej mama też podobno niezła laska.
Po gościnie dziewczyna robi chłopakowi wyrzuty:
- Gdybym ja wiedziała, że ty taki niewychowany, cały wieczór nic nie
powiedziałeś i patrzyłeś na podłogę, nigdy bym ciebie nie zaprosiła.
- A gdybym ja wiedział, że twój ojciec jest aptekarzem, to bym nigdy do was
nie przyszedł!
Spotyka się dwóch sąsiadów. Jeden mówi do drugiego:
- Słuchaj stary, nie wiem co mam zrobić, mój kot sra mi na dywan.
- Jak to?
- No sra na dywan, potem jeździ tyłkiem po podłodze i rozsmarowuje to wszędzie,
nie wiem już co mam robić. Może ty byś coś poradził?
- Wiesz co, zwiń dywan i oklej podłogę papierem ściernym.
Spotykają się ponownie po dwóch tygodniach.
- No i jak? - pyta pomysłodawca.
- O człowieku, rewelacja! Jak kocisko rozpędziło się w przedpokoju, to do
lodówki już tylko oczy dojechały!
Lata 70. Pomiędzy ambasadami USA i ZSRR zorganizowano wymianę
sekretarek. Po dwóch tygodniach amerykańska sekretarka pisze depeszę do
swoich:
- Moi drodzy, tu jest okropnie. Zero automatyzacji, ciągle robię czaj szefowi,
a spódnicę to dostałam taką długą, że ledwo chodzę.
W tym samym czasie wędruje depesza do Rosji:
- Moi drodzy, tu jest okropnie. Wszędzie te komputery, światełka, guziki, nie
mam co robić, nudzę się. A spódnicę to mi dali taką krótką, że mi chyba
widać jajca i kałacha.
Pewnego razu niewidomy postanowił odwiedzić Teksas. Wsiada
do samolotu teksańskich linii lotniczych i zapada się w miękkim, dużym
fotelu.
- Hej - mówi niewidomy - ale duży fotel.
- W Teksasie wszystko jest większe, niż gdzie indziej - mówi siedzący obok
pasażer.
Kiedy niewidomy wylądował w Teksasie, pierwsze kroki skierował do baru. Dostał
kufel, bada go dłońmi i mówi z podziwem:
- Ale duże kufle tu macie.
- W Teksasie wszystko jest większe niż gdzie indziej - mówi barman.
Po kilku piwach niewidomy pyta barmana, gdzie jest toaleta.
- Na drugim piętrze, trzecie drzwi po prawej - pada odpowiedź.
Niewidomy idzie, ale gubi drogę i zamiast do toalety, wchodzi do sali z
basenem. Potyka się, wpada do wody i przerażony krzyczy:
- Nie spłukiwać! Nie spłukiwać!
Sytuacja dzieje się w hotelu. Gość chce zamówić dwie
herbaty do pokoju 22.
- Tu ti tu rum tu tu.
Po czym otrzymuje odpowiedź:
- Tra la la la la.
- Dzień dobry, jestem Skobry.
- No i co z tego, ja jestem z Dziennika Telewizyjnego.
Jadą samochodem: mechanik, elektryk i informatyk.
Samochód się zepsuł.
Mechanik: Trzeba sprawdzić silnik.
Elektryk: Nie, trzeba sprawdzić układ elektryczny.
Informatyk: Nie! Trzeba wysiąść i wsiąść z powrotem!
Wyszłam za mąż. Zaraz wracam.
- Słyszałem, że Wiesiek Kowalski kupił sobie nowy samochód?
- Przecież to nie jego!
- Skąd wiesz?
- Wczoraj mi powiedział, że to Toyota Karola.
Idzie garbaty o północy przez cmentarz. Nagle zza grobu
wyskakuje upiór i mówi:
- Dawaj pieniądze!
- Nie mam.
- A co masz?
- Garba.
- To dawaj!
I zabrał. A garbaty szczęśliwie wrócił do domu i opowiedział
o wszystkim kumplowi - kulawemu. Kulawy chciał być znowu zdrowy i poszedł
w nocy na cmentarz. Historia się powtórzyła. Wyskoczył upiór i mówi:
- Masz garba?
- Nie.
- To masz!
Rozmowa w kolejce stojącej przed sklepem.
- Czy pan jest ostatni?
- Nie, są gorsi ode mnie.
- Czy pan stoi na końcu?
- Nie, na nogach.
- Świnia!
- Bardzo mi przyjemnie, Kowalski jestem.
- Niech mnie pan w d*.*ę pocałuje!
- Ależ, proszę pani ja tu przyszedłem po cytryny, a nie po pieszczoty.
Był sobie człowiek dobry, mądry, ale bardzo brzydki. Namówiony
przez przyjaciół, poddał się operacji plastycznej. Niestety, kiedy wychodził
ze szpitala, wpadł pod ciężarówkę i zginął. Jego dusza powędrowała
do nieba. Kiedy stanął przed obliczem Boga, zapytał z żalem:
- Dlaczego mi to zrobiłeś, Boże?
- Wybacz, synu, ja cię po prostu nie poznałem.
Pewien przewodnik w Górach Skalistych w USA miał
bardzo złą sławę. Co zabierał jakąś grupę turystów na wyprawę, zawsze
ktoś ginął. Ww końcu zainteresowała się tym policja. W śledztwie
wyszło na jaw, że zły przewodnik jest patologicznym mordercą. Sąd orzekł
karę śmierci. W dniu wykonania wyroku posadzono go na krześle
elektrycznym. Włączono prąd, ale po dziesięciu minutach okazało się, że
delikwent wciąż żyje i z tajemniczym uśmiechem stwierdza:
- Przecież wszyscy wiedzą, że ja jestem po prostu zły przewodnik...
Motocyklista wybrał się na przejażdżkę. Było zimno, więc
założył marynarkę tyłem na przód. Jechał zbyt szybko i wpadł na
drzewo. Wokół ofiary wypadku zebrał się tłumek wieśniaków. Po chwili do
poszkodowanego przeciska się lekarz pogotowia:
- Czy on żyje?
- Po wypadku jeszcze żył, ale jak my mu głowę przekręcili na właściwe
miejsce, umarł biedaczysko...
Idzie facet koło śmietnika, patrzy - a tu leży
baba. Podchodzi do leżącej baby, szturcha ją nogą. Baba poruszyła się.
Facet ogląda ją z każdej strony, wreszcie mówi:
- E! Baba, powiedz aa!
- Aa.
Facet podszedł z drugiej strony i mówi:
- E! Baba, powiedz be!
- Be.
- Nic z tego tego nie rozumiem, ktoś całkiem dobrą babę wypierdolił na
śmietnik...
W czasie wojny Niemcy złapali MacGyvera, wysłali Go do
obozu, tam szybko zaprowadzono go do komory gazowej, zamknięto drzwi i puszczono
śmiertelną dawkę gazu, czekają, czekają, wreszcie otwierają drzwi, a tu
wychodzi MacGyver i mówi:
- Gaz wam się ulatniał, ale już naprawiłem.
Rok 1950, zjeżdżają się uczestnicy Kongresu Pokoju we Wrocławiu.
Jedna biuralistka do drugiej:
- Wiesz, właśnie byłam na dworcu jak przyjechał Joliot-Curie. I wiesz,
wzięłam go za Picassa.
- Nie żartuj, tak przy wszystkich?!
Siedzi facet w samolocie i wymiotuje do torebki...
Widzący to pasażerowie wesoło komentują sytuację:
- Jeszcze, jeszcze!!!
Facetowi już przelewa się z woreczka, widzi to stewardessa i idzie
po nastepną... Gdy wraca, widzi, że facet ma pustą torebkę, a wszyscy
pasażerowie wymiotują.
- Przelewało się, to upiłem... - komentuje facet...
Nowak chce kupić kakao, ale widzi na pudełku napis "Cacao",
więc mówi:
- Poproszę pudełko cacao.
- Proszę pana, pisze się "cacao", a mówi "kakao".
Nowak kupił, podziękował, wyszedł i zobaczył na wystawie cytryny. Pamiętając
uwagę ekspedientki, mówi:
- Poproszę kilogram kytryn.
- Nie mówi się kytryny, tylko cytryny.
Nowak zapłacił, podziękował i mówi do siebie:
- O cur*a, ale kyrk!
Ekipa naukowców z Ziemi dociera do odległej planety
zamieszkanej przez obcą cywilizację. Po kilku dniach pobytu Ziemianie
postanowili zgłębić tajemnicę rozmnażania się tubylców.
- To proste - odpowiada zapytana istota - chodźmy do kuchni, to wam pokażę.
Istota bierze butelkę z białą cieczą, dolewa do niej zawartość
buteleczki z brązową cieczą i przez dłuższy czas potrząsa.
- Za dziewięć miesięcy wyjmiemy z tej butelki nową istotę. A wy -
zwraca się do Ziemian - jak to robicie?
Po chwili zażenowania naukowiec wraz z laborantką demonstrują, jak to się
robi na Ziemi. Obca istota prawie pęka ze śmiechu.
- Z czego się tak śmiejesz? - pytają Ziemianie.
- Bo u nas tak to się robi kawę z mlekiem.
Jedzie Schwarzenegger w radzieckim autobusie i w pewnej
chwili podchodzi konduktor:
- Hej, pan biliet!
Schwarzenegger napinając mięnie:
- Ja... Schwarzenegger!!
Konduktor nie daje za wygraną:
- Te... pan biliet!!
Schwarzenegger z rosnącą niecierpliwością:
- Ja Schwarzenegger!!!!!! @#$%
Konduktor jest jednak upierdliwy:
- Eee... biliet!!
Wtedy Arnoldzik bierze monetę rublową, wkłada w kasownik... i jep z całej
siły... Wyjmuje podziurkowaną monetę i podaje konduktorowi. A ten:
- Nu, było tak od razu... - i przedarł monetę na pół...
Przychodzi ateista do sklepu z artykułami religijnymi i mówi:
- Przepraszam, ile kosztuje ten mały samolocik?
- To nie samolocik, to krzyżyk!
- Nic nie szkodzi... a ile kosztuje ten z pilotem?
W tramwaju jechał mieszkaniec czarnego lądu, siedział,
a był tłok, na przystanku wsiadła taka średnio starsza kobiecina, stanęła
nad czarnoskórym i co chwila nerwowo spoglądała w jego kierunku. W końcu
nie wytrzymała i mówi do owego człowieka:
- U nas w kraju ustępuje się miejsca starszym kobietom, takim jak
ja. Na to on odpowiada:
- A u nas w kraju takie stare baby się zjada.
Do pewnej elektrowni przyjechała wycieczka młodych
nauczycielek. Gdy przechodziły obok transformatora, jedna z nich pyta:
- Dlaczego ten transformator tak buczy?
- Gdyby pani miała 50 okresów na sekundę też by pani tak buczała!
Przyszedł facet do sklepu zoologicznego i prosi o ośmiornicę.
Sprzedawca podaje mu zapakowaną ośmiornicę i łyżeczkę do herbaty.
Mocno zdziwiony klient pyta, po co mu ta łyżeczka.
- Należy jej użyć, jak się ośmiornica do czego przyssie.
Facet zabrał ośmiornicę do domu. Przychodzi następnego dnia z pracy, a tu
ośmiornica nic - do niczego nie przyssana. To samo 2. i 3. dnia.
4. dnia facet przychodzi do domu, a tu ośmiornica obejmuje wszystkimi
ośmioma kończynami krzesło i nie zamierza się odessać. Wziął więc
łyżeczkę i próbuje... Najpierw jedną kończynę... Z trudem udaje
mu się odczepić, potem drugą, trzecią, ale w międzyczasie ośmiornica
znów przysysa się pierwszą łapą. Mocno wkurzony gość próbuje raz po raz,
ale zawsze ośmiornica jest szybsza. Zdenerwowany przychodzi do sklepu z reklamacją:
- Panie, ta łyżeczka do niczego się nie nadaje! Żądam zwrotu pieniędzy!
A sprzedawca:
- Jak to? Niemożliwe! Niech pan przyniesie ją razem z krzesłem, to spróbujemy
razem.
Nie przekonany facet przychodzi następnego dnia do sklepu z ośmiornicą
przyssaną do krzesła. Bierze łyżeczkę i zaczyna odklejać kończyny,
ale sprzedawca na to:
- Eee, nie tak! Niech mi pan poda tą łyżeczkę!
Wziął łyżeczkę i pac ośmiornicę w łeb. A ośmiornica (łapiąc
się wszystkimi ośmioma kończynami za głowę):
- Auc!! Moja głowa!!
Idzie sobie facet po imprezie do domu, ale strasznie chce mu
się kupę - nie wytrzymuje, przeskakuje przez pobliski płotek i robi to
na co ma ochotę. Gdy jest już po wszystkim, odwraca się by zobaczyć, jak mu
poszło. Zdziwiony patrzy - kupy nie ma. Dokładnie obmacuje całe miejsce -
kupy nie ma. "Delirium czy co?" - pomyślał i poszedł do domu.
Nastepnęgo dnia, gdy przechodził obok miejsca intrygującego zdarzenia, nie
wytrzymał, przeskoczył przez płotek i zaczął szukać zaginionej kupy.
Wtem z domu wychodzi właściciel:
- Panie! Co mi pan tu szuka?!
- A..., bo mi się tu gdzieś długopis zgubił.
- Z już myślałem... Bo mi wczoraj jakis ch*.* na żółwia nasrał.
Siedzi Janko muzykant na wzgórku nad Wisłą i wzdycha:
- Echhh... Bach umarł.
Po chwili:
- Echhh... Beethoven nie żyje.
I jeszcze po chwili:
- Kurde i ja się coś źle czuję.
Wchodzi facet z karabinem do autobusu i mówi:
- Gdzie jest Zenek?
Wszyscy pasażerowie wskazują na jednego i mówią: - O... to ten.
Po czym dyskretnie odsuwają się od niego, a facet z karabinem mówi:
- Zenek, kryj się! - i puszcza serię po pasażerach.
Z fabryki odkurzaczy w ZSRR odchodzi najstarsza
pracownica. Dyrektor wygłasza mowę:
- Była pani z nami najdłużej ze wszystkich. Była pani najlepszą
pracownicą. Tak więc w dowód uznania zasług dla kraju, za zgodą KC
KPZR otrzymuje pani dyplom "Zasłużony dla socjalizmu" oraz Order
Przodownika Pracy.
- A czy nie mogłabym w zamian dostać odkurzacza?
- Nie ma pani odkurzacza? Ani jednego pani nie wyniosła? Dobrze wiemy, wszyscy
wynoszą.
- A wyniosłam, wyniosłam. Kilkanaście ich było... Ale co w domu złożyłam,
to zawsze był Kałasznikow.
|